sobota, 29 stycznia 2011

Moherowe berety

Skończyły podstawówkę lub szkołę zawodową. Zakupy robią w Biedronce, bo jest tam tanio. Nie mają telefonu komórkowego, a wakacje spędzają we własnym domu.

Moherowe berety - to nazwa, która przylgnęła do sympatyków Radia Maryja i wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Tyle wiedzieliśmy o tej grupie społecznej dotychczas. Teraz doczekała się szczegółowej analizy przeprowadzonej przez firmę Acxiom Polska, która zajmuje się przetwarzaniem danych osobowych. Okazuje się, że moherowe berety to 3,1% polskiego społeczeństwa.


W większości są to kobiety po 50. roku życia, których dzieci opuściły już rodzinny dom. Aż 80% osób z tej grupy zakończyło edukację na szkole podstawowej bądź zawodówce. Nie dziwi więc, że 36% to pracownicy fizyczni.


Stronią od nowoczesności. Ponad 50% nie ma konta w banku, a z telefonu komórkowego korzysta tylko jedna czwarta. Natomiast telefon stacjonarny ma aż 84% Z powodu słabych zarobków pilnie strzegą, by rachunki nie przekraczały miesięcznie 100 zł, a na zakupy chodzą do małych sklepów lub do dyskontu Biedronka. W wolnym czasie pracują na działce, rozwiązują krzyżówki. Mowy nie ma o wakacyjnych wyjazdach - 73% spędza urlopy w swoich domach.


video
 

piątek, 28 stycznia 2011

Kobieta histeryczna

Ze wszystkich czynników, które powodują rozkład małżeństwa, histeria byłaby na pierwszym miejscu. Nie frywolne wyczyny jednej czy drugiej strony tylko histeria właśnie, dlatego ze żaden mężczyzna nie jest w stanie zrozumieć, o co w niej chodzi. Nie ma sensu, zdania zachowują logikę wyłącznie między sobą, na zewnątrz nie znaczą nic. Zanika jakakolwiek harmonia, zarówno w gestach, jak i w słowach. W dodatku, kiedy do histerii dołącza wrzask i nieodpowiedzialne ruchy, w gruzy rozpada się pomnik najcudowniejszej kobiety świata.

To straszne, gdy ideał rozpada się w gruzy. Czasem w złości kobiety potrafią być piękne, ale nigdy w histerii, która zawsze dodaje im ze dwadzieścia lat. Histeryczność nie ma nic wspólnego z temperamentem. Są totalne małże, które miewają napady histerii, i najbardziej szalone prasamice, które tez im ulegają. Jej pochodzenie jest dziwne, ponieważ w histerię może wprawić kobietę absolutnie wszystko.

Objawy histerii są różne. Znam kobiety, które w ramach histerii postanawiają wysprzątać całe mieszkanie, a jest to ten specjalny rodzaj sprzątania, który robi najczęściej więcej bałaganu niż porządku. Same histerie są podobne, bo zawsze jest to przekroczenie pewnej granicy, za którą dzieje się dosłownie wszystko, co tylko możliwe.

Z czasem ważne się staje, ile trwa taki napad. Bywa, że małżonka uspokaja się w samym środku najgorszego wrzasku, kiedy zauważy, ze jakiś kwiat na parapecie, który od dziesięciu lat nie kwitł, nagle ma pąki. Wtedy w ciągu paru sekund aniołek wraca.

Niektóre panie leją panów podczas awantur. Jest ich dużo więcej niż mężczyzn, którzy leją kobiety, tylko co zrobi kobieta swoją małą piąsteczką? Bije nią na oślep, zamiast zadawać ciosy. Nosi to miano młotkowania. Przy takich okazjach kobieta może zwichnąć sobie nadgarstek, a potem twierdzić, ze pobił ją mąż. Bardzo niebezpiecznie jest zasłaniać się przed takimi uderzeniami pań. Każdy mężczyzna, z wyjątkiem paru ostatnich niedorajd, jest fachowcem od bicia, uprawiał boks, kung-fu, dżudo czy choćby podwórkowe tłuczenie. Boi się jednak nawet zasłonić, gdyż pod wpływem takiego uderzenia może pani pęknąć kość. Trzeba go raczej z uśmiechem unikać, bo choć to panią jeszcze bardziej rozwściecza, jednak przestawia na inny tor agresję. Nieskuteczność bicia strasznie je złości, ale w pewnym momencie tak samo rozśmiesza.

Kiedyś na mieście wisiały plakaty z wizerunkiem kobiety z podbitym okiem i napisem: Bo zupa była za słona. To jeden z najidiotyczniejszych plakatów, jakie widziałem. Nigdy, w najszerszym kręgu znajomych, od meneli do elity, nie spotkałem kogoś, kto by przylał żonie, bo jedzenie było niedobre. Tu bywa sytuacja odwrotna. Bardzo niebezpieczną 
i histeriogenną rzeczą jest dosolenie jakiejś potrawy bez pytania, czy wolno. To obraza gustu
i smaku kobiety. Nie mówiąc juz o dodawaniu przypraw, choćby maggi. O to bywają karczemne awantury pełne wrzasków, że tyle godzin specjalnie gotowała za słowa krytyki. Tymczasem osiemdziesiąt procent kobiet im dłużej przygotowuje potrawę, tym bardziej ją psuje. Dania robione szybko, na granicy fast foodu, zawsze nasze panie przyrządzają najlepiej. Te skomplikowane, pracochłonne potrawy to domena kucharzy, wielkich mistrzów patelni.

Są kobiety zwane popularnie przez literaturę i lud jędzami, które żyją wyłącznie histerią. Oto widzę na podwórku czterech panów stojących przy otwartej masce starego wartburga, co to raczej już nie pojedzie, i niezwykle poważnie zastanawiających się przez całe popołudnie, co z nim zrobić. Myślę sobie: Biedni chłopcy, wszyscy czterej mają w domach histeryczki 
i przed nimi uciekają. To bardzo zdrowy objaw, ale bywają i dużo mniej zdrowe. Niektórzy mężczyźni zapijają histerie swoich kobiet, potem wracają do.domu i wtedy z ich strony zaczyna się dosyć dziwne i nielogiczne działanie. Ale o ile postępowania pań nikt właściwie nie ocenił nigdy jako plagi społecznej, o tyle zachowanie pijanych panów bardzo szybko zyskało takie miano.

Napadów histerii panie dostają często na dworcach, szukając odpowiedniego peronu czy informacji. Trwają one wtedy przeważnie w granicach sześciu minut. Kiedy wsiadają 
z mężem do
wagonu, na powrót zaczyna się małżeńska sielanka. Starszy pan bierze walizkę od żony 
i mówi do niej z największą uprzejmością: „Wiesz, kurwa, Jadziu, ja ci tę walizeczkę postawię na półkę". Nigdy nie wiadomo, co począć z histerią, dlatego ze milczenie staje się nieraz fatalnym brakiem reakcji na ów dwudziestojednominutowy straszliwy problem kobiety. Potrafi tylko pogorszyć sytuację.

Są panie, które starają się rządzić w domu systemem histerii i awantur. Zamiast uprzejmego pytania: „Jak położyłeś tę łyzeczkę?" jest krzyk: „Jak ta łyzeczka leży! Coś ty zrobił?". Przywykły z czasem do awantur człowiek przestaje się wreszcie w ogóle zastanawiać, o co w tym chodzi. Jednak męzczyzna myśli logicznie i odruchowo czuje, ze ta porcja zupełnie nielogicznych zdań wymaga skorygowania. Tym odruchem nie wolno się kierować, to tylko dokładanie drew do ognia histerii.

Jedną z przyczyn kobiecych histerii są sprawy z kręgu zazdrości. To chyba jedyne rejony, 
w których mężczyźni także, chociaż rzadko, potrafią zachowywać się histerycznie, a może raczej bardzo dziwacznie. Okresy po histeriach nieraz bywają najmilsze, kiedy panie zreflektują się juz, ze właściwie same nie wiedzą, o co miały pretensje, i dotrą do nich logiczne kontrargumenty. Pod warunkiem że są to argumenty bardzo ogólnoobiegowe, takie, nad którymi me trzeba się zastanawiać, tylko wiedzieć, jak je wypowiedzieć. Im bardziej obiegowy jest taki kontrargument, tym łatwiej trafia. Na koniec kobieta uznaje, że ma bardzo mądrego męża i że powinna mu odpuścić dalsze sceny.

Na granicy histerii leży inne zajęcie duchowe pań, jakim jest demonstrowanie. Nie wiadomo, czemu służy pokazywanie, że mąż robi wszędzie nieporządek, kiedy wokół jest idealnie wysprzątane. Tymczasem żona siedzi i patrzy na plamki na obrusie, trze je, wyciera szmatką z płynem. Czasem demonstrowanie przechodzi w histerię, gdy plamka zaczyna się rozszerzać, zajmować coraz większą powierzchnię. Teraz musi nastąpić przesuwanie mebli 
i wielkie sprzątanie. Po chwili wszystko zostaje odkurzone i wyczyszczone. Nie szkodzi, ze w istocie cały brud i kurz przy tego typu sprzątaniu zostają. Udała się jednak gigantyczna demonstracja roboty. Podobnych demonstracji jest mnóstwo, związanych nie tylko 
z przedmiotami, ale także ze sferą duchową.

Bliska histerii i demonstracji kolejna rzecz z tej samej rodziny to polityka. Najczęściej małżeństwa rozlatują się, kiedy panie zaczynają uprawiać politykę za pomocą seksu. Dam mu lub nie dam, w nagrodę lub za karę. Takie pogróżki pojawiają się bez przerwy w małżeństwach wszystkich klas społecznych. Przy czym im nizsza klasa, tym jest ich więcej. Uprawianie polityki jest chyba bardziej niebezpieczne od histerii i demonstracji także, ponieważ powstaje zawsze na granicy robienia na złość i demonstrowania tych wszystkich złych rzeczy, które się mogą zdarzyć.

Wojciech Cejrowski - o kobietach
Załadowane przez: bzk123. - Odkryj więcej wideo o życiu i stylu.

Kobieta upadła


Kobieta upadła to pojęcie z XIX wieku. Bardzo wiele było przyczyn upadku kobiet. Jedna pani powiedziała w salonie „majtki" i już znalazła się poza towarzystwem, a kiedy druga rzekła „kurwa mać", znikła z niego na zawsze. Kobieta stawała się upadłą z powodu takiego choćby byle głupstwa, podczas gdy mężczyzna mógł podobnych, a nawet jeszcze dużo gorszych słów używać nagminnie, byle czeku nie sfałszował. Jeśli odkryto, ze sfałszował czek, wtedy znikał z towarzystwa. Natomiast gdy czek sfałszowała kobieta i wydało się to, komentowano ów fakt raczej życzliwie: „O, jaka sprytna panienka". W tym wypadku w grę żaden upadek nie wchodził. Nawet z pewnym podziwem odnoszono się do pań szachrajek. Do dziś są one bardzo rzadko wrzucane do szuflady z kobietami upadłymi. Mężczyźni zaś łatwo tracą honor i muszą o niego dbać. Nieraz, ratując honor, przychodzi im zadźgać kogoś w pojedynku.

Kobieta upadła zawsze ma w odpowiedniej proporcji nogi, cycki, pośladki, a w oczku coś bystrego, co ją wyróżnia spośród innych i sprawia, ze człowiek od razu się zapomina. Mówi: „Ach, zdarzyło jej się potknięcie, romansik z jednym czy drugim". W dziedzinie rozpusty musi narobić dużo skandalicznych rzeczy, żeby ją sklasyfikowano jako kobietę upadłą.

Znane są w historii przypadki kobiet ściętych czy straconych publicznie w inny sposób, ale w istocie nie wiemy, jakie były tego przyczyny. Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście o ich upadłość chodziło. Prawdopodobnie jedna miała obrzydliwy charakter i dlatego ją ścięto, o innej, która miała miły, powiedziano by: „Ach, jaka urocza, czasem głupstwa czyni". Gdy potępiono atrakcyjną samicę, zawsze znalazł się ktoś, kto ją z tego potępienia uratował, a jak jego także do potępienia doprowadziła, trafiał się następny itd. Potem wszyscy pamiętali, że była to wielka kochanica, a nie kobieta upadła. Moralność jest dużo bardziej tolerancyjna w stosunku do kobiet niż w stosunku do mężczyzn. Podejrzewam, że te słynne pościnane panie, takie jak Maria Stuart czy Joanna d'Arc zwana Dziewicą Orleańską, musiały być bardzo nieatrakcyjne. Inaczej by się wybroniły.

Francuzi mieli zawsze skłonność do różnych form kolaboracji, z kim tylko się dało: z Rosjanami w czasie wojen napoleońskich, z Niemcami w okresie drugiej wojny światowej. Po 1945 roku dręczyły ich straszne wyrzuty sumienia. Odbywało się wtedy masowe strzyzenie do zera kobiet podejrzanych o kolaborację. Panie rzecz jasna szybko znalazły na to radę: wymyśliły fryzurę na jeżyka. Od razu stała się modna. Do tych ostrzyżonych za kolaborację z Niemcami pań należała między mnymi Coco Chanel. Niektóre kobiety w historii tworzyły legendy o własnej upadłości. Caryca Katarzyna była jedną z nich.

Budując obraz kobiety upadłej, nie wiadomo, czy liczyć te, którym udało się upaść, czy te, którym się nie udało. Ta, której się udało, musi być atrakcyjną kobietą. Wtedy wszystkie jej upadki staną się nieważne, podobnie jak fałszywe czeki. „Piękne nogi ma ta pchła szachrajka, a w oczach błysk" — powie się Te kobiety, które upadną z głupoty i z braku umiejętności bycia wspaniałą prasamicą, mają ciężkie życie, tak jak wszyscy inni upadli. Podlegają tym samym prawom co zdrajcy narodu.

Przypomina mi się w tym miejscu historia wielkiego skarbca kurii warmińskiej. Nikt nie wiedział, co zawiera, a wszyscy podejrzewali, że jest tylko legendą. Tymczasem przyszła do biskupa urocza panienka: nieduża ładna blondynka z dużym cyckiem bez biustonosza, wyraźnie w guście księży biskupów, i raptem wszystkie skarbce się otworzyły!

 Z jednej strony kobieta upadła jest zawsze atrakcją dla panów, bo nigdy nie wiadomo, co się zdarzyć może, z drugiej strony mieć za żonę kobietę upadłą jest tragedią. Upadające zony czy córki są od razu potępiane, a potępienia bywają gwałtowne. Dużo bardziej niż te, które spotykają panów. Ona staje się kurwą, a on tylko trochę przesadza.

U artystki upadłość jest raczej wskazana. Jeżeli mimo sześćdziesiątki ma jeszcze paru kochanków, świadczy to o jej dużym potencjale. Świat słowa będzie zawsze inny od świata czynu i świata materii. I trzeba się zastanowić, jak nie przenosić wartości jednego świata na drugi bezmyślnie. Jeżeli słynną artystkę, która ma mnóstwo różnych fiku-miku za sobą, potępia się jako kobietę upadłą, potępia sie zarazem sztukę. Samo słowo „upadła" jest potępieniem. Najczęściej jeszcze tego typu intensywnie żyjące kobiety oprócz licznych romansów prowadzą bardzo poprawne życie rodzinne, bo mają w sobie dużo energii witalnej.

niedziela, 28 listopada 2010

Polska Matka

Polska Matka, wiadomo, nie umiera ot tak sobie, tylko wstępuje do nieba. Normalnie bez biletu, na cwaniaka, siada na odkurzacz okrakiem i pędzi na samą górę. Tam przybija piątkę z Maryją i leci zmywać naczynia po ostatniej wieczerzy. A jeszcze gdera pod nosem: „No cholery jedne, co oni tu nawyprawiali, barłóg taki zostawić na stole, przecież to jak dzicz jakaś, wszystko wylane, okruchy na ziemi, szmatą po łbie zdzielić, toby zaczęli szanować pracę cudzą. Najłatwiej to sobie łazić wte i nazad, głosić jakieś kocopały, a posprzątać to już nie łaska, mesjasze zasrane".

Gospodyni Domowa od urodzenia do śmierci. Uczestniczka całodobowej akcji pod tytułem „Sprzątanie świata". Jej życie to kolejne odcinki niekończącego się tasiemca. Tysiące bezsensownych, nudnych czynności. Wtopiona w powtarzające się prace, gesty, przyjmuje życie takim, jakim ono jest. Bez irytujących zrywów nieposłuszeństwa, egzystencjalnych pretensji, niesmacznych rebelii. DzieńPranieSprzątanieDzieńNoc... Gospodyni rozumie, że zaakceptowanie powtarzających się czynności reguluje egzystencję. Ona potrafi znaleźć pulsujące napięcie w okruchu rzeczywistości i podtrzymywać je. Ratuje dzięki temu wszystkich tych niewdzięcznych lekkoduchów, którzy nie ścielą rano łóżka, nie używają oddzielnego noża do masła i nigdy - ale to nigdy - nie myją podłogi za kuchenką. Gospodyni zarządza zdarzeniami, prowadzi je do szczęśliwego finału. Potem, bez odpoczynku, wczasów i laurów, przechodzi płynnie do następnej sceny. Scenografia mieści się na kilkudziesięciu metrach kwadratowych. Należą do niej przede wszystkim pralka, lodówka, okna, meble i podłoga. Gospodyni jest również kierowniczką rodziny, sławną Matką Gastronomiczną. Ten matriarchat domowy, powiązany głównie z jedzeniem, zatyka usta kobietom. Jak to, pokazuje, nie macie władzy? Otóż wy jesteście prawdziwymi Królowymi Ogniska Domowego. Prawdziwa władza to ta oddolna, ukryta, zamaskowana stertą talerzy i resztkami podsmażanej kaczki. Kobieta może zaplanować posiłek, czas i sposób jego podania. Pomóc sobie nie da, przepisu nie zdradzi. Natyra się w parnej kuchni, dorobi żylaków przy wiecznym pilnowaniu gazu. W nagrodę zje reszrki po obiedzie, wyliże talerze, poobgryza kosteczki.

Matka Gastronomiczna, kiedy już wszyscy śpią, skrada się do wysprzątanej kuchni i delikatnie głaszcze sprzęty gospodarstwa domowego. Cicho, śpijcie maluchy, jutro czeka was kolejna praca. Świat nie jest zły, gospodyni nie jest smutna. W domu wszystko ma swoje miejsce, a każdy z rodziny ma swoją rolę. Bez zbędnych castingów gospodyni prostym gestem zgarnia z biurka scenariusz i zaczyna go odgrywać. No ktoś to musi zrobić. Co prawda, gospodarstwo domowe zostało w dużym stopniu zindustrializowane, ale szefowa jest jedna. A dzieci? Podążają za Królową kuchni albo buntują się i wyprowadzają.